made-in-maddie blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2010

odebrałeś mi nadzieję..

0
tęsknię za Nim. tak strasznie tęsknię..tak bardzo chciałabym być teraz obok Niego.. 
przez chwilę znów przeszło mi przez myśl, że mogę być w ciąży. w głowie już układała mi się wiadomość do Niego. i choć symptomy wciąż nie są uspokajające, zrobię test ponownie na dniach i zobaczy się. nie chcę być w ciąży. nie mogę być w ciąży z kimś, kto nie chce być ze mną..
sprzeczność. jedna wielka. z jednej strony tak bardzo za Nim tęsknię, z drugiej nienawidzę za to, że zostawił mnie tu samą i nie stać go nawet na sms’a do mnie..
nienawidzę tęsknić. nienawidzę. 
z innej beczki suchy dalej nie odzywa się do mnie. jaśnie pan wielce na mnie obrażony. niestety nie nadszedł mnie jeszcze moment, tęskniący za naszą znajomością na tyle by odpuścić. póki co jestem na etapie złości i gniewu na niego. myślałam, że przyjaźnimy się na tylko mocno i na tyle długo, iż nie ma tu miejsca na fochy tego typu. myliłam się, szkoda. ale to się nic nie dzieje. przetrwam bez Ciebie, bo mam prawdziwych przyjaciół wokół siebie, którzy są mimo wszystko. i którzy nie obrażą się na mnie za byle shit. którzy gdy mnie przenocują potrafią po całym zmęczonym dniu stworzą na mojej buzi uśmiech wielgachny, przez samo tylko patrzenie na minę, którą robią ;D 
love love love M. :* 

Ty nie słyszałeś mnie..

0

I nie słyszałeś mnie i nie rozumiesz jak,
jak funkcjonuje miłość, która wciąż we mnie trwa.
I nie słyszałeś mnie i nie rozumiesz jak,
jak funkcjonuje miłość, która wciąż we mnie trwa.
Bez Ciebie tracę siebie, wiem,
którą z dróg mam wybrać nie wiem, nie wiem, nie wiem.
Odebrałeś mi nadzieję.
Jesteś mym natchnieniem, wiem.
Za kim mam podążać? nie wiem, nie wiem, nie wiem.
Może kiedyś Cię odnajdę.
Byłam sobą kiedy to się stało,
kiedy Twoje kłamstwa znów wygrały.
Walcząc z tym co teraz pozostało.
Ufam życiu choć nie raz przegrało..



nienawidze tesknic,. nienawidze tesknic za Toba Kuba. co sie stalo. co to bylo miedzy nami? co nagle obróciło sie w druga strone ?dlaczego gdy byles na statku byla nadzieja miedzy nami a pozniej wszystko sie zepsulo ? co sie stalo ? gdzie jestes..

.

1
a ja uwielbiam tłuc mięso na kotlety. tak fajnie wyobrażam sobie wtedy czyjąś twarz. dzięki Kuba – dzięki Tobie mój filet z kurczaka był nad wyraz dobrze ubity :) 
tęsknię za Nim. tak bardzo za Nim tęsknię. wiem, że nie powinnam. wiem wiem wiem. potraktował mnie jak idiotkę, zrobił swoje i wyjechał. ale wina nie leży po jednej stronie. pozwoliłam na to. pozwoliłam tak się zranić. dlaczego ? bo zakochiwałam się w Nim z każdym wspólnie spędzonym dniem. z każdą spędzoną chwilą, z każdą chwilą kiedy byliśmy sobie tak bliscy, kiedy teoretycznie bliżej już być ze sobą nie można. uwielbiałam te chwile. tak cudowne i wspaniałe, a przy tym tak bardzo nie chciałam, żeby się kończyły. i choć wiedziałam, że następnego dnia, albo i dwie godziny później znowu do tego wrócimy, tak nie mogłam nasycić się tym wszystkim. 
wytłumaczeniem mogłoby być to, że dawno tego nie miałam. mało tego, takich chwil, nie było nawet jak jeszcze byłam z T. od pewnego czasu tamten seks był normalny, taki związkowy, nie robiliśmy nic specjalnego w nim. na moje stwierdzenie, że może byśmy spróbowali inaczej, było jego: ale jak ? tu sytuacja była inna. wiem, że nie ma co porównywać seksu dwytygodniowego z seksem czteroletnim. rozumiem to. ale ten był taki zajebisty. i wiem, że gdyby K. to teraz czytał, jego ego urosło by do nieba. ale to się nic nie dzieje, bo tego nie przeczyta. 
tęsknię za Nim. tęsknię za Nim bardzo. i tak bardzo boli mnie brak kontaktu z Nim ;( dlaczego nie mógłby się odezwać, nagle powiedzieć : przepraszam, nie mogę bez Ciebie żyć, spróbujmy być razem. no way. no fuckin’ way. 

what a pity..

0
nie chce opisywac tu co jak i dlaczego. moze dlatego ze powod byl glupi i dziecinny jak na obrazanie sie za to, zwlaszcza na kogos z kim przyjaznimy sie zajebiscie dlugo. powod uznaje za błahy wobec czego nie do niego sie tu odniose. 
odniose sie jednak do jego zachowania po tym wszystkim. serio. myslalam ze sie naprawde przyjaznimy. jak widac nie bardzo, bo zachowuje sie on teraz jakbym co najmniej to ja byla na miejscu M. po ich rozstaniu. coz, no najlepiej miec sie na kim wyzyc po tym wszystkim. ok. moge byc Twoim workiem treningowym. ale po tym wszystkim nie oczekuj ze wciaz bede dla Ciebie taka sama przyjaciolka. bo przyjaciol sie tak nie traktuje. 
a jesli ktos ma Cie w dupie. Ty postaraj sie aby miec go jeszcze glebiej. i tak tez uczyniam. peace ! ;]

hard to say.

0
wczoraj rozmawiałam z Monią na temat zbliżania się do ludzi. zapoznawania z nimi, obserwowania, aż w końcu zaprzyjaźniania się z nimi. 
rozmowa zaczęła się od tego jak Bodek powiedział, że przez półtora roku naszej znajomości nie lubił mnie. dopiero od jakiegoś czasu to się zmieniło. nie mam mu za złe broń Boże. każdy ma prawo do tego czy mnie lubić czy nie, nie wpłynę nigdy na to i nawet nie chcę. sytuacja jednak się powtarza. kiedyś to samo powiedziała mi Ania – siostra mojej przyjaciółki z dzieciństwa. opowiedziała mi jakiś czas temu, że bardzo mnie nie trawiła i dopiero po jakimś czasie to się zmieniło, w czasie gdy spędzałyśmy ze sobą więcej czasu. było to jakoś wtedy na ślubie ich kuzynki gdzie pojechałam z nimi na wakacje częściowo. 
coś w tym więc musi być, że nie robię dobrego wrażenia na początek :) ale tu chyba nie o to chodzi. na początku każdej nowej znajomości jestem zamknięta w sobie bardzo. mam swój mały świat, jestem nieśmiała, mało się odzywam. wtedy bardzo obserwuję ludzi. jak się zachowują, jacy są. obserwuję ich długo, bo po jednym wieczorze spędzonym razem trudno określić jacy są naprawdę. a bardzo łatwo się pomylić, ocenić po pozorach. 
w moim wypadku zapoznawanie tej drugiej osoby i po części pozwolenie jej by zbliżyć się do mnie trwa dość długo. na tyle jednak jest to dobre, iż nigdy nie zawiodłam się na osobie, z którą zaprzyjaźniłam się dość blisko, której pozwoliłam wejść do swojego świata. nie przypominam sobie takiej sytuacji, by to właśnie jakiś mój przyjaciel zranić czy zawiódł mnie bardzo. 
ale tak jak innych ciężko poznać na początku znajomości, tak jest i ze mną. nie dopuszczam do siebie ludzi. zachowuję się czasem dziwnie – wiem :) sądzę jednak, że jest to podświadome. Bodek stwierdził wczoraj, że ciężko mnie rozgryźć czasem. ale może to i lepiej. wciąż pozostaje choćby taka mała bariera, która nie pozwala mnie zranić. choć owszem, zawsze jest to możliwe. 
dziwi mnie jednak jedno. dlaczego jak w przyjaźni muszę bardzo dobrze poznać tą osobę, określić jej zachowanie w stosunku do mnie, do innych, w pewnym sensie ją sprawdzić i dopiero wtedy pozwolić sobie na zbliżenie się do niej, tak w przypadku miłości, zakochiwania się zupełnie tracę głowę. tam nie ma tego. owszem staram się obserwować, muszę to jednak robić szybko i przy tym niedokładnie co sprawia, że raz po raz zawodzę się na tych osobach. i chyba właśnie rozgryzłam na czym polega niepowodzenie w moich dotychczasowych związkach. nie otwierać się nigdy do końca. poznać to osobę, poobserwować, uznać najpierw za osobę mi bliską, ale tak prawdziwie. 
w miłości, często daje duży kredyt zaufania na początku. nie wiem czemu tak jest. nie daję go przecież w przyjaźni. tu mam coś innego. w miłości staram się robić wszystko szybko, niestety niedokładnie. mało tego – nie wyciągam wniosków ze swoich błędów. 
ale to się nic nie dzieje. człowiek uczy się całe życie. może kiedyś i ja się nauczę. 

Z cyklu, bydle radzi:

0
” Nie maluj sobie scenariuszy, które już powiedziały, że się nie sprawdzą”
coś w tym jest. za późno już na niektóre rzeczy. trzeba zacząć od uwierzenia, że nic zmienić się już nie da. no dobra, w moim przypadku trzeba zacząć od wmówienia sobie tego. na uwierzenie przyjdzie pora później. 

to się nic nie dzieje.

0
nie wiem jak określić to co czuję. rozczarowanie ? może w pewnym sensie, ale w sumie czym, tym, że nie idziemy razem ? bo teraz to już raczej takiej szansy nie ma. i szczerze? nie chcę być numerem 2. nie dla mnie ta rola. 
ale spoko. to się nic nie dzieje. może to i lepiej, że żadnych porywów serca nie planuję w najbliższym czasie. może czas uspokoić swoje życie. wnieść w nie trochę stabilizacji, bo ostatnio jestem zajebiście rozchwiana emocjonalnie. 

I feel there’s nothing I can do.

0

wiem, że nic już nie można zrobić. wiem, że nic zrobić się nie da. wiem, że nie powinnam tęsknić i myśleć o nim dłużej. coś jednak mi nie pozwala. i choć było dobrze, było – czułam to. tak teraz znowu jest źle. znowu tęsknię i chciałabym z nim być. przy nim, tak po prostu, przytulić się do niego całą sobą, poleżeć znowu razem, pomilczeć. po prostu z nim być. 
wiem, że byłam jedynie chwilową zabawką, dostał co chciał i zniknął. dochodzi do mnie, że nie ze względu na odległość nie chciał się ze mną wiązać. po prostu nie chciał wiązać się ze mną. nie byłam dla niego wystarczająco ładna/dobra/zajebista. więc dlaczego mnie to boli ? dlaczego to tak bardzo boli..

M. :)

1

dziś będzie trochę z innej beczki. z innej, ale jakże dla mnie ważnej. 
jest pewna osoba w moim życiu, dzięki której jest ono lepsze – to M. przyjaciółka, siostra, nie wiem jak określić to kim jest dla mnie. ale chyba te dwa określenia najlepiej do tego pasują. od pewnego czasu jesteśmy z M. bardzo blisko ze sobą. wiemy o sobie dosłownie wszystko, i te złe i te dobre rzeczy. 
co by się nie działo, wiem, że ona zawsze jest blisko. że będzie się cieszyć z mojego szczęścia, i pocieszy, kiedy zajdzie taka potrzeba. 
to ona była ze mną, gdy rozstałam się z T. to ona, wysłuchiwała długi czas o tym, jak byłam w nim zakochana. to ona była przy mnie, gdy zapłakana wracałam ze spotkań z nim. tylko ona wiedziała o wszystkich i mimo, iż nie popierała moich decyzji z tym związanych zawsze mogłam na nią liczyć. to ona za każdym razem tłumaczyła mi dlaczego nie powinnam tego robić, ale też za każdym razem trzymała kciuki, aby wszystko było dobrze. to ona najbardziej kibicowała mi, żebym o nim zapomniała. to ona spędzała ze mną każdą wolną chwilę, abym o nim nie myślała. to ona upijała się ze mną i spacerowała po mieście do 4 nad ranem, byle bym tylko nie była sama w domu i nie płakała. to ona powtarzała mi, że nie warto. 
kiedy była sprawa z K., to ona trzymała za mnie kciuki i powtarzała bym się nie nastawiała. kiedy dowiedziała się co mamy w planach, odradzała mi nie chcąc bym znowu cierpiała. i choć powtarzała mi, że nie mam co liczyć na jej pocieszenie, gdy zawiodę się na tym wszystkim, to ona pierwsza była ze mną. to ona widziała jak mi źle i robiła wszystko, żebym o nim zapomniała. gdy prawie zaszłam w ciążę to do niej pojechałam o północy, pożyczyć pieniądze na tabletki. a gdy wszystko się skończyło to z nią spędzałam najwięcej czasu, to ona pocieszała mówiąc, że tak naprawdę nic nie straciłam, a już na pewno nie nikogo. to ona uświadomiła mi jaki on był naprawdę. 
ona jest ze mną zawsze i wszędzie. i to nie tylko w tych złych chwilach. 
gdy wyszłam z sali obron prac magisterskich, pierwszą osobą, którą zobaczyłam i która mi pogratulowała była ona. mimo, iż obrona była o 8 rano a w tym dniu padał deszcz. to do niej pierwszej zadzwoniłam, gdy w radio wygrałam płytę. to z nią spędzałam najwięcej wolnego czasu, kiedy to piłyśmy, jadłyśmy chipsy, grałyśmy w nfs i rozmawiałyśmy. miliardy tematów przegadanych, miliardy przegadanych godzin. a mimo tego wciąż mamy o czym rozmawiać. wiemy jak się rozbawić, jak przy pogrzebie osy śpiewać ‚anielski orszak’ w drodze na balkon :) potrafimy śmiać się ze wszystkiego, gdziekolwiek byśmy nie były, potrafimy rozmawiać o wszystkim, wiedząc, iż nie mamy przed sobą tajemnic. 
wiem, że jest i ze zawsze będzie. wiem, że to ona kiedyś będzie moją świadkową na ślubie ;) wiem też ze ja tez jestem dla niej. 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. wiem, że tak samo jak ona czasem nie akceptuje moich decyzji, tak i ja czasem nie akceptuje jej. mimo to zawsze będę po jej stronie. czegokolwiek by nie zrobiła, jakiejkolwiek decyzji by nie podjęła zawsze będę przy niej choćby nie wiem co. 
wiem, że każda z nas ma swoje wady i zalety. ale najfajniejsze jest to, iż je akceptujemy, a co najważniejsze śmiejemy się z nich. jesteśmy głupie, szalone i czasem pojebane. ale dobrze nam z tym! 
a w tym miejscu podziękuję Ci Madziu. za to, że Cię mam obok siebie niezależnie od wszystkiego. za to, że jesteś obok, nie tylko gdy Cię potrzebuję by się wypłakać, ale także gdy chcemy po prostu pogadać o bzdurach na spacerze po dzielni o 1 w nocy :) dziękuję za wszystko co dla mnie zrobiłaś i robisz, bo wiem, że robisz to tylko i wyłącznie dla mojego dobra. a ja kiedyś nauczę się nie nastawiać – tak jak mnie tego uczysz :) i kiedyś nie będę nieokrzesaną zdzirą :) i wiem, że wtedy też będziesz przy mnie choć taką zdzirowatą mnie też kochasz. 
dziękuję Ci Madziu, za wszystko. za te nasze dobre i złe chwile. Kocham Cię siostrzyczko. dziękuję, że jesteś :* 

  • RSS