made-in-maddie blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2011

stąpamy oboje po niepewnym gruncie..

0
seks może boleć. a raczej, jego skutki :) ale od początku..:) 
A.? wszystko w jak najlepszym porządku ;) miło, spokojnie, bez presji..za to dużo uśmiechu flirtującego, dużo całowania się i tarzania po podłodze. no i właśnie. seks na szorstkim dywanie ?  odradzam. generalnie siedzę sobie od wczoraj z wielkim opatrunkiem na plecach, który musi zmieniać mi mama myśląca, że wpadłam na szafę w pracy :) boli w chuj, zwłaszcza, że zdarłam cala skore na rowni z kregoslupem, wobec czego kazdy moj ruch czuje bardzo dotkliwie..:) bolały mnie plecy w trakcie, ale olałam myśląc – co mi się tam może stać. zabolało porządnie dopiero, gdy A. mnie przytulił po wszystkim, a po chwili zobaczyliśmy plamę krwi na dywanie. w każdym razie A. w ramach, jak to ujął ran erotycznych obiecał dwa tygodnie darmowych całusów ;) a całusy daje mi teraz takie, że odlatuję, wobec czego ból jest tego warty :) A. ładnie mnie opatrzył, zrobił opatrunek, podłogę ogarnął, jednak plama dzisiaj wyszła znowu :) w kazdym razie zadna z dziewczyn nie zauwazyla ;) 
co do zauważenia. Martek dzisiaj cały dzień śmiała się ze mnie i z A. widziała, że ciągle gdzieś jesteśmy razem, cały czas gadamy na gadu. ale powiedziala jedno. ze zna mnie i zna jego i mysli ze miedzy nami nic nie ma a ona tylko przekomarza się ze mną. uff! wielkie uf. po dzisiejszym naprawde myslalam ze mysli ze miedzy nami cos moze byc. ale cale szczescie tak nie mysli :) a jak sie okazuje pozory znajomosci mnie i jego troche myla. szczerze? pomyslalam sobie po chwili o sobie. pomyslalam sobie – dziewczyno, jakim cudem do tego wszystkiego doszlo. jakis czas temu nie potrafilas zadzwonic po taksowke, a teraz spotykasz sie ze starszym facetem po pracy i to w firmie, w której pracujesz. jakim cudem całowalam sie z nim na imprezie, jakim cudem mimo ze po alkoholu wyladowalismy razem w ksiegowosci, wiedzac ze cala firma, w tym szefowie sa za sciana ? jakim cudem, ja niesmiala, odwazylam sie przyjechac w wigilie do firmy, kiedy to wszystko bylo tak swieze, niewiadome, a przede wszystkim nieznane. co stalo sie z brakiem odwagi? gdzie on sie podzial ? 
zmienilam sie – to wiem na pewno. czy zmienil mnie A.? nie – zmienilo mnie zycie, praca, moje doswiadczenia wczesniejsze. ale ciesze sie ze jestem teraz taka jaka jestem. to moje zycie. to jestem ja. 

no i co z tego.

0
dlaczego jestem zła? bo mnie wystawil ? bo nie postawil mnie na pierwszym miejscu ? jak to ? czego ja sie spodziewalam ? ze dla mnie rzuci swoje zycie ? wiec dlaczego jestem zla, ze wybieraja sie z markiem nad jezioro, a nie ze mna na spacer jak wstepnie ustalalismy wczoraj ? dlaczego jestem zla choc zupelnie nie powinnam ? nie powinnam bo nie mam prawa wymagac od niego tego czego gdzies podswiadomie wymagam. nie jestem ta najwazniejsza. nigdy nie bede. zawsze bede na drugim miejscu. bede ta na ktora leci, ale z ktora nigdy nie bedzie. bo tak spolecznestwo podpowiada, tak mowi ze bedzie dobrze. jest tchorzem – owszem. jesli chcesz zmienic cos w swoim zyciu to nie mowisz o tym – zmieniasz to. jest tchorzem. ale i ja po trochu takze. boje sie zostawic to tak po prostu. odciac sie od tego raz na zawsze. chce zeby ktos byl tak po prostu. czy ze mna jest czy tez nie. chce zeby byl. nie mam odwagi zakonczyc tego i zaczal zyc nowym zyciem. moje jedno nowe zycie zaczyna sie pierwszego kwietnia. moze i to powinno ? 

jeżynka.

0
zaczynam wątpić w to czego chcę. w to czego chcę od A. nie chce niczego poważnego, nie nie. chce po prostu miec go blisko, z wygody ? z komfortu? z poczucia ze jest ktos komu sie podobam ? nie wiem. myslalam ze mam plan. zaczarowac go od nowa. plan zaczyna dzialac. mała sztuczka, a facet jest znow Twój. ale czego ja tak naprawde chce? dzisiaj bylismy razem na miescie w czasie pracy. ja sie wyrwalam bo musialam cos zalatwic, A. odbierał okulary od okulisty. i wtedy przy bankomacie mialam okazje zobaczyc jego karte platnicza, a na niej ich wspolne zdjecie. w tym momencie pomyslalam: dziewczyno w co Ty sie pakujesz innej lasce. nawet jesli on jej nie kocha za bardzo, jej pewnie zalezy. bo nie wierze zeby dziewczyna tkwila w zwiazku, ktory nie ma dla niej zadnej przyszlosci. i nagle pojawilo sie zwatpienie, czy chce w to dalej brnac ? czy chce badz co badz jej niszczyc zycie? A. ma to gdzies, to czy i ja powinnam ? nie wiem nie wiem nie wiem. ale jesli nie wiem, to dlaczego na jutro przyszykowalam bluzke z duzym dekoltem do pracy ? stupido. 
na pogrzeb nie pojechalam. nie czulam potrzeby ? sama nie wiem. jest cos we mnie, co zostanie na zawsze. a co jest najdziwniejsze? doslownie dzien przed tym jak sie dowiedzialam ze On nie zyje, myslalam o nim. o tym co bylo kiedys, 10 lat juz bedzie. myslalam o tym co bylo..byl taki mlody..:/
badania do pracy przeszlam prawie spiewajaco. jak sie okazuje przyjmuja jeszcze prawie slepych ludzi.no skoro A. przyjeli to mnie tym bardziej powinni :P wszyscy sie dziwia jaki ja dziwny zawod sobie wybralam – księgowa. a ja mowiac ze wcale nie, ze wiele ciekawych rzeczy jest mysle sobie, kurwa przeciez ja o ksiegowosci mam pojecie takie co nic. podstawy znam, z tego co slucham w pokoju, a dalej ? fakturowanie transportu ? ola boga..walcz tu teraz z kierowcami :( a rozliczanie kosztow ? przychodow firmy ? Święta Panienko. z motyką na księżyc sie porywam trochę. ale skoro oni we mnie wierzą, to moja w tym głowa, by udowodnić im, że się nie mylili. a Asi już tak ślicznie się brzuszek zaokrągla ;) wygląda cudnie ;) tylko czemu moje największe źródło wiedzy znika od kwietnia na zwolnienie ? spać będę w pracy, tyle tego będę miała. ale dam radę. to jest jedyna opcja. dobrze, że chociaż moje służbowe życie układa sie idealnie – nie zapeszając dokładnie tak jak powinno. jeszcze niech tylko kasiorki mi dadzą dużo to będzie git. :) 
a od jakiegoś czasu łazi za mną odgrzewany kotlet. przyzwyczajam się powoli, że spotykam go w drodze do pracy, a jego brata w drodze z pracy. ale bicie serca 100 razy szybsze jeszcze jest za każdym razem. a może kiedyś mu pomacham ? :) nieee…odgrzewanych kotletów się nie jada, jak już raz zaszkodziły. raz, phi ! :) 
nie jest zajebiscie. ale nie jest tez beznadziejnie. jesli praca tak potrafi podniesc samopoczucie czlowieka, ma taki ogromny wplyw na nie, to jakie bym miala gdyby bylo w niej zle ? wole nie myslec. tu nie ma slowa smutek, depresja, łzy. tu jest smiech, wieczna radość. jak pączek w maśle ;) jak pączek ! ;) 

popatrz jak wszystko szybko się zmienia..

0

człowiek czasem mądrzeje po fakcie..tak samo było chyba tym razem i ze mną. P. ? zupelnie nie dla mnie. analizując wszystko co było między nami, jego zachowanie, styl mówienia, rozmawiania, to faktycznie nie było dla mnie. wmawiałam to sobie bo tak bardzo chcialam z kimś być. tak bardzo, ze bylam gotowa zaakceptowac to wszystko. pewnie byłoby to na krotsza mete. a po niedlugim czasie wszystko zaczelo by przeszkadzac, a konsekwencji sie psuć.

co do A.? rozmawialismy wczoraj pol dnia. odezwal sie po dosc dlugim czasie. zaoferowal sie nawet ze gdy juz sie przeprowadze na slonko bedzie nam tam wszystko naprawial :) nie powiem przydatna oferta :) oczywiscie przyjelam bez wahania, bo na małą to nie liczę, że kran naprawi, a sama też bardziej bym go tylko zepsuła ;) w kazdym razie dalam mu troche do zrozumienia co i jak..i chyba troche lepiej jest. nie wspominalam o P. choc pewnie powinien wiedziec ze miedzy nami juz nic nie ma. ale po co.. ja nie lubie sluchac o Małgosi to i on nie musi o P. o tym pomyslalam dopiero niedawno..tyle mowilam o P. zupelnie jak gdyby nigdy nic..a gdy on tylko raz wspomnial o niej, ja obruszylam sie strasznie. a przeciez to on powinien sie bardziej wkurzyc, czy cokolwiek tam. 
w kazdym razie nie nastawiam sie jeszcze. i chyba nie bede wcale. ta jasne – ja i nienastawianie sie. ale sie postaram. 
a jutro ide na badania lekarskie ;) hell yeah :D pierwszy raz w zyciu bede miala umowe o prace ;) szkoda ze nareszcie ;) i pierwszy raz sie mnie o urlopy na wakacje pytaja, bo to trzeba rozplanowac juz przeciez. a ja nie mam zadnego pomyslu. pewnie cos wyjdzie w praniu, jak zawsze. albo nic nie wyjdzie – tez jak zawsze. w kazdym razie slub na ktory chcialam jechac w maju chyba mi odpada. Dolores ma w tym samym czasie i jej nie bedzie, to drugiej ksiegowej zajmujacej sie tym juz nie moze zabraknac ;> fajnie byc niezastapiona no, ale na slub to bym akurat pojechala. 
slub slubem, a we wtorek chyba wybieram sie na pogrzeb. przez moje zycie przewineli sie rozni ludzie. dobrzy i zli, mniej lub bardziej. nie mnie to oceniac. jesli o mnie chodzi, to on chyba do tych drugich nalezal. bylam mloda, chyba jakos w gimnazjum, gdy mielismy stycznosc ze soba. jako dziecko tak naprawde nie bylo to dla mnie cos normalnego.nie tak zachowujesz sie przy dziecku, nie tak je traktujesz. nie tak wplywasz na nie. jego zachowanie, sposob tego zachowania pozostawialy wiele do zyczenia. w kazdym razie jakis czas pozniej zniknal z mojego zycia.z dwa lata temu dowiedzialam sie ze ma guza mózgu, a w piątek, że nie żyje. i choc nie mam z nim wspomnien zbyt dobrych, zaczelam plakac gdy sie o tym dowiedzialam. był bardzo mlody. umrzec w wieku 37 lat to stanowczo za szybko. przychodzi mi do glowy tylko jedna mysl. kara za grzechy. jak to mowia Pan Bóg nie rychliwy, ale sprawiedliwy. moze cos w tym jest? moze przesadzam. ale byla to pierwsza rzecz, o ktorej pomyslalam, gdy jakis czas temu dowiedzialam sie ze jest chory. niech mu bedzie wybaczone, ja mu chyba wybaczylam. 

damn..

0
to boli, gdy odrzuci Cie ktoś na kim Ci zależy. to boli, gdy nagle stajemy się dla tego kogoś zupełnie obcy, niezauważani, niewidoczni..
to boli..
ale jeszcze bardziej boli, gdy robią to dwie osoby na raz.
dwie osoby, które w jednym czasie zawróciły mi w głowie, na których mi bardzo zależało..a które teraz pokazują kim tak naprawdę dla nich byłam. to boli, gdy dochodzisz do wniosku, że dla kogoś kto był dla Ciebie bliski, Ty nagle jesteś nikim. 
jeśli chodzi o P. dochodziło to do mnie już jakiś czas więc teraz tak nie boli..może tak naprawdę nie zależało mi na nim tak bardzo ? może po prostu potrzebowałam bardzo prawdziwego związku i z jakiegoś powodu myślałam, że taki z nim stworze. 
co do A. no własnie…to chyba dotknelo mnie najbardziej, zupelnie odtracenie. nie wiem co jest między nami a raczej czego juz nie ma. jakis czas temu potrafilismy rozmawiac calymi dniami w pracy, wieczorami w domu, szukalismy byle pretekstu zeby tylko pobyc ze soba. to sie zmienilo. nie rozmawiamy juz wlasciwie wcale. staralam sie zagadywac do niego, ale stwierdzic ze ma teraz rozne rzeczy na glowie. ok – najwyrazniej zadna z tych rzeczy nie jestem ja. zalezalo mi na nim bardziej niz na P. nie mowie tu o zwiazku, mowie tu o jakimkolwiek przebywaniu z nim. swiadczyc moze o tym fakt, ze gdy z P. dzialo się powazniej, w chwili rozmowy z A. wiadomo o czym, mialam w glowie wielki metlik. lubie go bardzo, szanuje bo jako facet wiele przeszedl i z tego co mowil nie jest za bardzo szczesliwy ze swoim zyciem. ale moze wlasnie zaczal ? moze dlatego poszlam w odstawke ? bo zaczal byc szczesliwy ? 
nie lubie isc w odstawke, a tak zawsze sie dzieje. dlaczego nie ucze sie na bledach ? dlaczego wciaz popelniam te same glupie rzeczy..
od rozstania z T. nie bylam jeszcze w zadnym porzadnym zwiazku. zawsze jest cos nie tak, facet pakuje manatki i juz go nie ma. i zawsze to ja zostaje na lodzie, kopnieta znowu w dupe tak mocno ze czuje to przez najblizsze pare miesiecy. dlaczego to znowu musze byc ja ? a ile razy obiecuje sobie sie nie nastawiac,tyle razy nastawiam sie i zaluje ze nie postapilam inaczej. moze po prostu nie umiem postepowac inaczej. moze to ja w tym zyciu musze odgrywac glupia panienke, ktora do lozka wziac fajnie, ale zwiazek ? a gdzie tam..po co..

i ten oto wspaniały weekend dobiega końca ;) wybawiłam się i wyplotkowałam za wszystkie czasy :)

a w piątek był pogrzeb, na którym nieboszczyk zjawił sie osobiście. dziwnie, ale miło z jego strony. zjawił się niespodziewanie, napisał wieczorem, ja nie wiele myśląc i z drugiej strony dając mu ostatnią szansę, napisałam, że jestem w hormonie i jeśli ma ochotę to zapraszam. tak się składało, że mial ochotę, co więcej czekał już tam na mnie. ale reszta wieczoru nie okazała się już tak fajna. na początku trochę miałam zepsuty humor, natomiast w pewnej chwili postanowiłam wyłożyć i po prostu się bawić, poszłam tańczyć, bawić się z dziewczynami i od tej pory wieczór był super ;) zostałyśmy prawie do rana tym razem z moja współspaczką ;) 
co do współspaczki, to zaskoczyła mnie, że można już mówić do niej z rana ;) nie powiem, szok! w każdym razie przez weekend nadrobione zostały wszelkie zaległości.  i szczerze ? w bramie było tak jak dawniej. to, za czym tęsknię nieziemsko..wszystkie razem, we cztery, bez problemów, bez zmartwień, za to z mnóstwem uśmiechu na buzi :) było wspaniale.
a jutro znowu do pracy ? i co? i wspaniale ;) uwielbiam do niej chodzić ;) do tych ludzi, do tego miejsca ;) uwielbiam swoją pracę i niech tak będzie już zawsze ! ;) 

it’s bigger than us..

0
chciałabym ogłosić wszem i wobec, że od 1-ego kwietnia Ania rozpoczyna legalną pracę! ;D w środę miałam rozmowę z Asią, nt. czynności przeze mnie od kwietnia wykonywanych :) nie powiem, boję się jak cholera, bo nigdy nie zajmowałam się księgowością samą w sobie ;) ale z drugiej strony jestem podekscytowana bo jest to wyzwanie dla mnie, praca dużo ambitniejsza, a dodatkowo będę oprócz księgowości zajmowała się sprawami nowego budynku przez nas zakupionego :) i już podczas wczorajszej rozmowy z Markiem miałam okazję dostać pierwsze niewykonalne zadanie – zdobyć najemców ;) poszperałam tu i ówdzie i nic ;) ale mam parę pomysłów,zobaczymy co z tego wyjdzie, jutro mam zdać relację z poszukiwań, ciężko będzie ale dam radę ;) 
jestem przeszczęśliwa w tym momencie :) dostanę pracę w firmie, w której pracuje mi się fantastycznie, w tym samym zespole, z obowiązkami znacznie ciekawszymi niż dotychczas:) czego chcieć więcej ? nie – nie tego. póki co skupiam się na mojej karierze zawodowej :) od wczoraj po pracy siedzę do wieczora na necie i szukam szukam szukam :) czegokolwiek :) zaznajamiam się w temacie póki co :) i nie chcę, żeby inne sprawy przeszkadzały mi w tym. 
P. dzisiaj wraca z Rotterdamu. a ja nawet nie czekam już na żaden znak od niego. na najbliższym spotkaniu mam mu zamiar oddać jego rzeczy , tak by nie miał już problemu z umawianiem się ze mną..a założę się, że jak tylko je dostanie, szybko o mnie zapomni :) what a pity ;) 
co do A. on to mniejszy pikuś. nie wiem nawet czy chcę go tak do końca pogrzebać. może mi się jeszcze przydać, bo sama do lasu jeździć przecież nie będę ;) zobaczymy, póki co staram się olewać go trochę, może nie olewać. ale mieć dystans do tego wszystkiego co nas łączy, podchodzić ze spokojem, bez żadnych spięć..jak mi się uda, to co zamierzam to jeszcze będzie mnie prosił, żebym się z nim spotkała ;) 
no nic. czas wrócić do poszukiwań. centrum obsługi inwestora jest teraz moim najlepszym przyjacielem :) cya :* 

it’s getting cold on this island..

0
dochodzi do mnie pewna rzecz. nie umiem sobie ułożyć życia, nie umiem z kimś być, sprawić, aby ktoś się we mnie zakochał. nie umiem tego. i trudno, chyba pogodzę się z tym, że znów jestem sama. trudno. 
kilka rzeczy w moim zyciu jest jednak dobrych. mianowicie one. 3 moje najukochansze zdziry, bez ktorych dawno juz nie dalabym sobie rady. są ze mną w najgorszych chwilach, wtedy kiedy ich potrzebuję i wtedy kiedy chcemy po prostu poplotkować przy obiedzie w bramie. są zawsze. jesteśmy we 4, choć jedna trochę dalej, to niczego to nie zmienia. u nas nie ma słowa, nie mogę, nie mam czasu. jesli cos sie dzieje, jesli potrzebna jest akcja ratunkowa – jestesmy. cokolwiek by sie nie działo. nie ma znaczenia, ktora potrzebuje wsparcia. cala reszta (albo dwie w zastepstwie za ta trzecia ) zjawia sie natychmiast główkując nad problemem tej pierwszej. co najważniejsze. po takich spotkaniach zawsze jest lepiej. nie ma innego wyjscia. i chocby bylo nie wiadomo jak beznadziejnie u nas, po wspólnym spotkaniu każda wychodzi z uśmiechem na ustach, myśląc, że może jednak nie jest tak źle.. 
i za to Was kocham moje dziewczynki kochane. jestescie dla mnie, ja jestem dla Was, jestesmy dla siebie. zawsze. 
a w weekend będzie bal. a raczej stypa, bo będzie podwójny pogrzeb. i P. i A. nie ma już ani jednego. nie chcę, nie umiem, nie potrafię, nie mogę. koniec tych dwóch znajomości na takim etapie jakim to było. z P. pewnie i tak w góry nie pojade, deske juz odlozylam na sciane nad komoda, buty i kask schowalam do szafy, a w czwartek lece wydawac pieniadze na wyjazd przeznaczone, teraz bede miec ich duzo :) a z A ? A. oślepł ostatnio i choc smiac sie nie powinnam to wyglada rozkosznie jak tam nie duzo widzi :) ale ma Małgosię, ktora się nim zajmuje. to dobrze..jest taka niepisana zasada, ze jesli spotykasz sie z dwiema dziewczynami na raz, jednej nie wspominasz o drugiej. on ją złamał. było mi przykro nie powiem, ale chyba mogłam sie tego spodziewać. trudno.. taki już los tej drugiej, trzeba sie wycofać, gdy nie zrobiło się jeszcze groźnie. a jemu chyba na niej zaczyna zależeć. sama nie wiem..ale to juz nie moja sprawa. 
ze spokojem Ania, ze spokojem. co by się nie działo..

let it go..

0
zaczyna dochodzić do mnie, że nic z tego. powoli, powoli zaczynam zdawać sobie sprawę, że nic już się między nami nie wydarzy. ok – jeśli tak ma być. trudno. 
a ja w tym momencie przestaję szukać. wiem, że P. nie szukałam – zjawił się sam. ale mam już dość tych gierek randkowych, spotkań, motyli głupich, które robią Ci nadzieję, a później odlatują, bo już nie mają co tu robić. mam dość ciągłego nastawiania się, skoro i tak z tego nic nie wychodzi. mam dość ciągłych porażek. od dziś nie szukam i nie chcę być znajdywana. potrzebuję przerwy od tego, przestrzeni, odnalezienia własnej siebie, bo trochę się w tym wszystkim pogubiłam. miałam nadzieję na lepsze jutro. było już tak blisko. ale łatwo przyszło, łatwo poszło. to tak jak dać dziecku lizaka, rozpakować mu go i zabrać, stwierdzając, że nie może go zjeść. 
nie będzie depresji chyba. może po wcześniejszych porażkach jestem silniejsza ? może. weekend miał być w domu, ale jednak wolę wyjść do ludzi. szef wprawdzie nie przypomniał sobie jeszcze o mnie wobec czego na koncie jest 13,43zł  ;) ale dam radę ;> 
a dziś znów pomyślałam o tatuażu, który miałam zrobić sobie daaawno temu. jak tylko ustabilizuję się finansowo – czyt. podpiszę umowę o pracę, to myślę, że sobie taki w końcu sprawię ;) tylko dalej nie mam pojęcia co to będzie. wiem jednak z czym będzie związane ;) zastanawiam się jednak co w przypadku mojej kandydatury na dawcę szpiku. tatuaż eliminuje mnie trochę. ale skoro nie odezwali się jeszcze mam nadzieję, że rok ich nie zbawi , bo później nie będzie już problemu :) 
no nic. mój dzień gospodarczy dobiega końca. mieszkanko posprzątane, czas wziąć się za siebie. widzimy się z w H. 

  • RSS