made-in-maddie blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2011

Zabezpieczony: ….

Wymagane hasło

Treść jest chroniona. Proszę podać hasło:

Zabezpieczony: .

Wymagane hasło

Treść jest chroniona. Proszę podać hasło:

Zabezpieczony: …

Wymagane hasło

Treść jest chroniona. Proszę podać hasło:

Zabezpieczony: ..

Wymagane hasło

Treść jest chroniona. Proszę podać hasło:

Zabezpieczony: .

Wymagane hasło

Treść jest chroniona. Proszę podać hasło:

I don’t know what I want..

0
weekend mozna zaliczyc do jak najbardziej udanych. piatek/sobota w domu z młodym, który bardzo stesknil sie za ciocia ;) w sobote kawa w bramie z M., chyba ostatnia przed jej wyjazdem ;( a wieczorem Iwka i Rocker next ;) 
kiedy do Rockera nie poszlam, zawsze dobrze sie bawiłam. rzadko tam bywam ze wzgledu na 20 zł na wstepie ;/ swoja droga zawsze jakos tloczno :) to nigdy mnie tam specjalnie nie goniło. wczoraj zaciagnal mnie Iwek. jej, teraz juz chyba chlopak [:)] mial tam wczoraj koncert z zespolem. takze fajnie, wejscie za free, alkohol za free, takie imprezy to ja lubie ;) towarzystwo jeszcze lepsze ;) zespol rockowy, chlopaki na czarno w dlugich wlosach kazdy, oprocz Iwkowego :) wydawac by sie mogli grozni :) ale okazali sie przesympatyczni :) kazdy bardzo przyjaznie nastawiony :) zwlaszcza brat wokalisty, ktory na kazdy sposob probowal zagadac, czasem wielkim betonem, no ale bylo to na swoj sposob urocze ;)  zespol w kazdym razie super, wykonywali moje ulubione kawalki przy ktorych nawet w obcasach moglam sie swietnie bawic ;) na parkiecie zostalam nazwana biedronka, ze wzgledu na bluzke w groszki i tak juz zostalo :) bylo naprawde fantastycznie. pomijam śliniące się na parkiecie pary, no ale chociaz mialam sie z czego posmiac z moim towarzyszem wieczoru:D na koniec okazalo sie ze wokalista i jego zona mieszkaja na majowym, wobec czego zostawiajac Iwke w dobrych rekach skorzystalam z darmowej podwózki ;) 
K. no wlasnie. to jest ciezki temat. sama nie wiem czego tak naprawde chce. z jednej strony rozmawiajac z Iwka, widze same tego dobre strony, dopiero pozniej wychodza jakies dziwne sprawy. nie wiem czy przyzwyczaje sie do tak czesto kontaktu. mamy ze soba kontakt wlasciwie non stop. wiemy na biezaco co u drugiego. no i wlasnie tu pojawia sie problem. nie chcialabym aby ten czesty kontakt, ktory na swoj sposob jest bardzo mily, stal sie pozniej jakas forma kontroli. bo fajnie malujac sie do pracy dostawac wiadomosc typu: dzień dobry :). wiem banalne. ale mile. odzwyczailam sie od tego. od zaleznosci od kogos. od dlugiego czasu nikt nie mial nade mna zadnej kontroli. nie musialam sie tlumaczyc gdzie ide i z kim. i dalej bym tego nie chciala, choc wiem ze bedzie to nieuniknione. poinformowac w kazdym razie by wypadalo. 
ech..dobra koniec wywodów. czas zabrac sie za sprzatanie. wolna chata do wtorku jeszcze, trzeba wiec w jakimkolwiek porzadku ja utrzymac :)  

.

0
jakbym wiedziała czego tak naprawdę chcę, było by mi dużo łatwiej..

:)

0
dziwnie tak usmiechac sie do monitora ;) dziwnie tak obudzic sie i pomyslec: o kurde ale wczoraj bylo fajnie, a chwile pozniej : kurwa, rozliczenie dla Czarka! ;) ale nic to. 
rozliczenie zrobiłam z komentarzem, że ni cholery nie wychodzi mi taki wynik jak jemu, trzymam się swojego i nie wiem co mu tam wychodzi :) nie zaprosil mnie do siebie dzisiaj, wiec albo nie spojrzał nawet na to, albo przyjal moje do wiadomosci :)
kurde.. do tej pory pierwsze litery imion nie powtarzaly mi sie ;) przyjmy ze pojawila sie nowa literka K. ;) K – jak Kuba, nieaktualne ;) K- jak Krzysiek, owszem :) 
no to K. :) chyba jest fajnie, chyba zaczyna mi sie to wszystko podobac, chyba chyba chyba..:) nie wiem sama. łapie się na tym, że jest mi z tym dobrze, a za chwile cos w srodku sie zamyka i mowi ze moze lepiej dac sobie spokoj. jest jeszcze taka niepewnosc. choc spedzamy ze soba czas naprawde milo. 
zobaczymy. zostawiam to wlasnemu zyciu. ale czuje ze bedzie dobrze.. ;) 

:))))

0
koniec poważnych rozmów z A. chyba w końcu zrozumiał, co do niego mówiłam i w końcu mam spokój. zachowujemy się jak koledzy w pracy, jest ok. i dobrze. 
na horyzoncie pojawil sie ktoś inny. ktoś dzieki komu usmiech nie schodzi mi z buzi od kilku dni :) ale nie zapeszam :) co ma byc to bedzie..
a teraz powinnam byc na angielskim, ale zwiało mi się. czarek przed koncem pracy doprowadzil do tego ze nie wiedzialam jak sie nazywam. rozliczenie krzyska nie zgadza nam sie o 1000 zł, kurwa! ;/ on swoje,  ja swoje. i szukaj tysiaca w polu :) i tak dlugo przetrwalam bez jego gg ;) do dzisiaj. od dzisiaj bedzie – poprosze Cie ;) love it ;) 
no nic, uciekam. świr też gdzieś wybył.to jak nie na angielski to chociaz na randke pojde sie zrelaksowac ;) a co! ;) 

aleją gwiazd biegniemy..

0

hm. różne rzeczy można robić u mnie w pracy, mozna siedziec i nic nie robic, mozna siedziec i pic drinki w czasie pracy, mozna siedziec w kuchni i rozprawiac o facetach, mozna siedziec przy biurku i rozprawiac co kot kolezanki robil z kolezanka [:)], mozna calowac sie w konferencji, mozna wychodzic do sklepu badz do baru, mozna wychodzic sobie zalatwic swoje sprawy. myslalam ze nic mnie juz nie zaskoczy :) ale mylilam sie ! ;) dzis np. oklejałam kolezanke folie aluminiowa… dlaczego ? Kinia po pracy szla robic tatuaz, a zeby mniej bolało, chciała posmarować się maścią znieczulającą. a że dużego plastra na łopatkę nie znalazła, to przeczytala ze maść mozna zakleic takze folia.. ze smiechu w lazience nie moglysmy wyrobic z Iwka ;) za to przy takiej pogodzie Kinia niech sie cieszy ze dobra klime mamy bo zaparzyłaby sie z ta folia w cieple ;D coz fajne rozbudzenie w środku spiacego dnia pracy :) 

a A. mialam dzisiaj kolejna powazna rozmowe na temat, co by było gdyby.. raczył przeprosic mnie za to ze wczesniej nie wkladal w to tyle serca ile ja. ze moglismy spotykac sie na innych zasadach, ze mogl bardziej sie w angażować. a dzis pierwszy raz okreslil nas jako zwiazek. zawsze bal sie tego slowa, mowil ze przeciez nie jestesmy razem tak naprawde. ze to nie jest normalna relacja. no miał racje. nie byla to normalna relacja. dziwne to teraz wszystko. facet na starosc albo zmadrzał albo poczul ze traci grunt pod nogami. co najlepsze – jego zwiazek powoli dobiega konca. ten przez ktory my nie moglismy byc razem. i wiecie co ? dobrze sie stalo. ciesze sie ze wyszlo jak wyszlo. wiem ze to nie mialo by przyszlosci. on pewien etap zycia ma juz za soba. ja dopiero przed. nie chce zasiedziec sie z nim w domu tylko dlatego ze on juz to wszystko zobaczyl i przezyl. bedzie mi lepiej z kims kto razem ze mna bedzie to wszystko odkrywal pierwszy raz..tak. zdecydowanie. 
a to tak na koniec. sama prawda: 
„Seks jest jak obiad – nie zjesz w domu, to zjesz na mieście, albo sam coś ugotujesz..” 
czyż nie ?:) 

  • RSS